Rajd Rowerowy Dookoła Polski cz.2- dzień 6

Dzień szósty 01.05.2018

Spało mi się bardzo dobrze i nie chciało mi się wstawać. Dopiero o 6.30 wygrzebałem się ze śpiwora. Myślałem, że w nocy padało, ale musiało tylko kropić z drzew.

IMG_20180501_064517300Szybkie śniadanie- kisiel i kawa i w drogę. Już na samym początku dnia miałem bardzo malownicze widoki na góry.

IMG_20180501_075221962_HDR

IMG_20180501_075459651Zjazd do Kudowy Zdrój był szaleńczy.

IMG_20180501_082906684_HDRDo Karłowa nie chciałem jechać główną drogą, tylko cofnąłem się nieco i jechałem przez Dańczów. Na początku jechało się przyjemnie przez małe wsie.

IMG_20180501_092154824

IMG_20180501_092556715Kiedy dojechałem do parku narodowego droga zrobiła się trudna do jazdy, że musiałem parę kilometrów rower prowadzić i zacząłem żałować, że nie jechałem drogą stu zakrętów. Mimo wszystko bardzo przyjemnie się szło przez las. Nie znałem tych szlaków z wcześniejszych przyjazdów w Góry Stołowe. Na główną drogę wjechałem koło parkingu pod Błędnymi Skałami i kiedy zobaczyłem jakie są korki to przestałem żałować, że jechałem przez las. Ruch był tak duży, że musiał być sterowany przez pracowników parku narodowego. Na szczęście jadąc rowerem żadne ograniczenia mnie nie obowiązywały. Jadąc do Karłowa czułem złe myśli kierowców jadących za mną, nie mogących mnie wyprzedzić przez dłuższy czas. W Karłowie ludzi wszędzie pełno. Dojechałem do restauracji i chciałem coś zjeść. Niestety byłem za wcześnie i była tylko zupa. Była 10.45 i duży parking był zapełniony do ostatniego miejsca. Wchodzenie w takim tłumie na Szczeliniec nie może być przyjemnością. Czym prędzej ruszyłem w stronę Radkowa.

IMG_20180501_111012565Przejazd do Radkowa minął mi w bardzo szybkim tempie- chwilami miałem 48km/h. Najgorsze były odcinki przed zakrętami, gdzie musiałem ostro hamować. 12 kilometrów do Karłowa pokonałem w niecałe pół godziny. W Radkowie się nie zatrzymywałem tylko od razu pojechałem do Wambierzyc. Ludzi pod sanktuarium było sporo.

IMG_20180501_120644469Odbywał się jakiś festyn kościelny i było sporo straganów z domowymi wypiekami w niskiej cenie. Chwilę odpocząłem przy kawie i ciastkach. Dzisiaj nawet miałem dobre tempo jazdy i mogłem sobie pozwolić na dłuższy odpoczynek. Następny etap to Głuszyca. Jechało mi się nawet dobrze- ruch samochodowy nie był duży i w końcu wiatr wiał trochę w plecy. Dziwne odczucia miałem przejeżdżając przez Nową Rudę- z jednej strony ładne odnowione kamienice w centrum, a z drugiej całe ulice ze zniszczonymi kamienicami, z wielkimi liszajami odchodzącego ze ścian tynku.

IMG_20180501_140859474_HDRJadąc rowerem uważniej można się przyjrzeć mijanym wioskom. Wiele domów wygląda ładnie, ale bardzo dużo pamięta jeszcze czasy przedwojenne. Niebo trochę się zachmurzyło i zanosiło się na deszcz. na szczęście nie padało ale temperatura była bardziej znośna do jazdy rowerem. Gorączka tak mocno nie doskwierała. Do Głuszycy dojechałem po 15.

IMG_20180501_144914167Chwilę odpocząłem na schodach sklepu wśród pijących bywalców z widokiem na kościół. Ruszyłem dalej. Przez Głuszycę przejechałem szybko, skręciłem na Unisław Śląski. Bardzo malownicza droga była do Rybnicy, niestety bardzo zniszczona. W Rybnicy Leśnej zwykle jechałem do Andrzejówki- tym razem pojechałem prosto do Unisławia. Bardzo przyjemnie się jechało. Za Mieroszowem spotkałem rowerzystę, który jechał rowerem na Czechy. Chwilę porozmawialiśmy. W końcu dojechałem do Krzeszowa. Zrobiła się już 18.00.

IMG_20180501_174950074Chwilę odpocząłem w cieniu opactwa i myślałem gdzie dzisiaj będę spał. Może uda mi się dojechać do Kowar. Zobaczymy. Do Kamiennej Góry dojechałem szybko. Miasto sprawia wrażenie trochę zniszczonego. Zrobiłem małe zakupy i wyjechałem z miasta. Tam gdzie był sklep, tam widziałem grupy pijących i cieszących się z długiego weekendu majowego…Plan miałem taki aby jechać do godziny 19.30-20.00. Kiedy jednak przekręciłem 700km od wyjazdu z Zakopanego energia ze mnie uszła i jechałem już bardzo wolno z licznymi przystankami. Taka jazda nie miała sensu. Na szczęście zobaczyłem fajną łąkę na wzgórzu, nieopodal Pisarzowic z pięknym widokiem na Śnieżkę i postanowiłem na dzisiaj dać sobie już spokój z jazdą. Namiot rozbiłem na łące za krzakami. Mam nadzieję, że nikt mnie nie nawiedzi w nocy. Leżę, piję kawę i patrzę w niebo…Odpoczywam…Dzisiaj przejechałem 130km od 7.30 do 19.00. Fajnie się chodziło boso po mokrej od rosy łące. Prawdziwy masaż dla zmęczonych nóg. Jakieś 50 metrów ode mnie głośno szczeka koziołek. Nie podoba mu się, że jestem na jego terenie…

Dodaj komentarz