Rejs Wartą, Odrą 2009. Dzień 12

Zalew Kamieński 12  2009-07-23

 

 

Obudziłem się niewyspany. Po raz pierwszy od 11 dni nie spałem na materacu. W nocy budziłem się co chwilę i sprawdzałem czy jacht jest dobrze zacumowany. Śniła mi się burza i wysokie fale. Rano nie czułem się najlepiej. Nie wyspałem się. Przyczaiłem się spać na materacu w Pasacie, a na koi czułem się jakoś dziwnie. Od rana pogoda kiepska- wieje wiatr i zanosi się na deszcz. Nic mi się nie chce robić. Cały dzień przeleciał na robieniu klaru na Pasacie i spotkaniach.

Pasat w Międzywodziu

Poszliśmy z Alienem trochę się przejść nad morze i coś zjeść. Miałem ochotę na pierogi. Ludzi nad morzem mnóstwo i niezbyt przyjemnie się przepychało z innymi. To samo na ulicach. Coraz więcej ludzi przyjeżdża do Międzywodzia i zrobiło się już za ciasno, za drogo i za chamsko. Nie podoba mi się już tutaj. Parę lat wcześniej było przyjemniej. Wróciliśmy na Kohankę i odpoczywałem. Chciałem sobie trochę spokojnie poleżeć nie musząc nigdzie się spieszyć. Trochę podrzemałem. Poczułem się lepiej. Po 17 popłynęliśmy Pasatem do Kamienia. Płynęliśmy przy wyspie Chrząszczewskiej. Próbowaliśmy opłynąć głaz od strony lądu, ale nie da się. Miecz uderzył o dno i wycofaliśmy się. Kiedy się jest blisko głazu robi duże wrażenie. Wydaje się wielki, niczym starożytny menhir. Oczywiście mewy nie maja dużego poszanowania do głazu i jest biały od guana. Do Kamienia przybijaliśmy do miejskiej kei i trochę ludzi się patrzyło jak taka mała łódka cumuje. Trochę pochodziliśmy po mieście. Zjedliśmy lody i poszliśmy na przystań obejrzeć jachty. Miś mi się podoba. O 19 odbijaliśmy od kei. Pogoda zaczęła się psuć. Niebo zrobiło się szare, słońce znikło za chmurami, które zaczęły się grupować i gęstnieć. Dobrze, że płynęliśmy pełnym wiatrem. Im dłużej płynęliśmy tym niebo coraz bardziej ciemniało. Zapaliło się światło topowe i zobaczyliśmy pierwsze błyskawice. Front burzowy zbliżał się do nas  szybko niczym galopująca kawaleria. Szkoda, że nie miałem aparatu, żeby uwiecznić te chwile. Olbrzymi łuk czarnych chmur był coraz bliżej nas. Na obu krańcach frontu były widać błyskawice. Głuchy pomruk grzmotów było słychać coraz szybciej od zobaczenia piorunów. Kiedy byliśmy 300 metrów od przystani w Międzywodziu zrobiło się ciemno i wiatr ucichł. Zbliżała się burza. Kiedy byliśmy 100 metrów od brzegów rozpętało się piekło. Wcześniej zrzuciłem grota i płynęliśmy tylko na foku a siła wiatru, która spadła na Pasata bardzo go przechyliła. Ja balansowałem na nawietrznej, a Alien twardo sterował ku trzcinom. Płynęliśmy w dużym przechyle- kabestany zawietrzne były zanurzone, mimo, że cały wystawałem na nawietrznej burcie. Przed trzcinami zrzuciłem foka i lały się na mnie wiadra wody. czym prędzej schowałem się w kabinie. Wiatr był bardzo silny, ale na szczęście trzciny tłumiły jego napór. W kabinie było przyjemnie i sucho. Wypiliśmy po piwie i czekaliśmy na koniec burzy. Ulewa była gwałtowna. Lała się ściana wody. Widoczność spadła do parunastów  metrów. Kamienia nie było widać. W końcu front burzowy zaczął przemieszczać się dalej i zrobiło się spokojniej. Deszcz przestał padać  i niebo trochę się przejaśniło. O 20.45 pagajując płynęliśmy do przystani. Zacumowałem Pasata. Przebrałem się suche rzeczy zabrałem się za robienie kolacji. Dziś ostatnia noc nad morzem. Jutro powrót. Szybko ten czas minął. W sumie mój najdłuższy rejs w życiu. Zżyłem się Pasatem i wodą. W sumie czas nie istniał i nawet płynąc wolno nie nudziłem się. Nigdzie nie goniłem na siłę. Próbowałem tylko realizować plan. Nie zawsze się dawało. Nawet na rzece przeciwny wiatr skutecznie utrudnia płynięcie naprzód. Gdybym miał więcej czasu płynąłbym wolniej staranniej zwiedzając i penetrując mijane miejsca. Mam już plan na następny rejs- Pętla Wielkopolska. Warunek jest jeden- muszę kupić nowy silnik. Myślę również o większym jachcie. Kiedy się to jednak ziści? Nie wiadomo. Musze się cieszyć z tego co mam i małymi kroczkami iść naprzód. Pasat sprawdza się nawet w ciężkich warunkach i poza małymi przeróbkami jest gotowy na kolejny rejs rzekami.

 

Dodaj komentarz