Rejs Wartą, Odrą 2011 Dzień 1

Poszukiwania jachtu, który spełniał by moje oczekiwania, a jednocześnie był z zasięgu moich możliwości trwały przeszło rok i w końcu w czerwcu zostałem właścicielem „Setki” konstrukcji Janusza Maderskiego, do małego remontu….

Mały remont okazał się dużo większy, niż pierwotnie planowałem i wodowanie w 2010 stało się niemożliwe. Niestety lepsze jest wrogiem dobrego i  chcąc zrobić wszystko jak najlepiej traciłem dużo czasu, tak, że i wodowanie w 2011 było zagrożone. Przy pomocy kolegów jednak udało się!

Jak zwykle zabrakło czasu, żeby podróż zaczęła się bezstresowo- żaglomistrz nie zdążył uszyć żagli przed wyjazdem, nie zdążyłem namalować nazwy jachtu na burtach oraz nie obszyłem nowych materacy w kabinie. Ostatnie dni przed wodowaniem były naprawdę zwariowane.

***

Do przystani w Śremie dojechaliśmy bez problemów. Port na Warcie robi duże wrażenie w porównaniu z Poznaniem.  Patrząc na ilość jednostek cumujących w Śremie, Poznań sprawia wrażenie pustyni wodniackiej…

Marina w Śremie

Marina w Śremie

Slip trochę karkołomny, ale da się zjechać. iSalma w końcu znalazła się na wodzie. Szybki skok do kabiny, sprawdzić czy nie ma przecieków…Uff- pod podłogami sucho. Trochę czasu zabrało porządkowanie sprzętu, ształowanie prowiantu i zrobienie klaru na pokładzie. Kupiliśmy paliwo, zamocowaliśmy silnik na pawęży i byliśmy gotowi do drogi…Pozostało tylko namalować nazwę jachtu, oddać cumy i w drogę.

Malowanie nazwy

Można zacząć malowanie nazwy jachtu

Oby się szczęściło!!

 

W końcu!

Stres ostatnich dni został na brzegu. Znów w drodze. Tym razem maszt leży na pokładzie, a pcha nas 5-konny silnik Tohatsu. Zobaczymy jak się sprawdzi w trasie. Płyniemy na 1/3 gazu ze stałą prędkością 10km/h.

Początek rejsu

Mijamy znajome miejsca- przystań Chłapowskiego w Jaszkowie, dęby w Krajkowie i Rogalinie.

Przystań Chłapowskiego

Pogoda  dopisuje- wokół soczysta zieleń, w oddali burzowe chmury i jacht na rzece.

Zatrzymaliśmy się na chwilę w nowej przystani  w Puszczykowie.

Przystań w Puszczykowie

w końcu łódka ma swoją nazwę!

Dobrze, że takie miejsca powstają, chociaż przy wyższej wodzie dobijanie może być trochę niebezpieczne z powodu ostrogi.

Niebezpieczna ostroga

niebezpieczna ostroga przy wyższych stanach wody

Po dokończeniu malowania płyniemy dalej.

Meandry koło Lubonia

Meandry koło Lubonia

Wkrótce dopłynęliśmy do Poznania . Na brzegach widać wielu rowerzystów i spacerowiczów. Zaczęło już robić późno i szukaliśmy miejsca na nocleg. Planowaliśmy dobić do przystani RZGW, ale na brzegu było wielu wędkarzy i popłynęliśmy dalej.  W końcu przybiliśmy do żurawia w Czerwonaku. Szkoda, że tak ciekawy obiekt jest tak zniszczony. Bardzo pracowity dzień się zakończył- przepłynęliśmy 65km od 16 do 22.15. Do nocy siedzieliśmy przy lamie naftowej i wymienialiśmy się wrażeniami pierwszego dnia.

Czas na kolację

czas na kolację!

Dodaj komentarz